Nad którymi nie czuwa żaden stróż
Słuchajcie śmiertelnicy Spod krzewu wyłania się Czort I szczerzy się do mnie A siedzę na murze czyniąc honory Lecz ta martwa aura... ...wciąga mnie do niej Pochłania mnie i zgniata Jak czarnej dziury mrok Gwiazdy spadają gdy wilki wyj¹ Chłód grobowca, nad którym umieram W tym bezczelnym kanonie Głos Demona się rozbija Chleba! Własny mentalny morderca - sumienie... Czy już uczuć w Tobie brak? A ile mógłbym stracić Złotych talarów i męczenników dusz Dzisiejszy zmrok sprawił, że wpadam w głąb Własnego ducha I szukam siebie sprzed lat Mijając wszystkie tezy i prozy... Umiera mi dusza Coś czego Wy nie macie Bo ten upiór to mój wolny duch... Me ciało... Przeszywa kości i skórę Stuletnie mogiły, tylko ścieka wosk... Na śmierć! Na sztandar triumfu śmierci! Dobiega już koniec paskudnej sielanki Z otchłani klątwa w rozkwicie Palcami oczy zamknięte Monety wsuwają do ust Mosiężny sarkofag popłynął już Styksem I Charon drenuje dalej Tam gdzie jeszcze mi nie znane... I znów nie patrząc za siebie Na marzeń ruiny co pyłem się stały Obrosły jak stare kurhany Wojownik czy król Nędzarz czy ból Lecz zawsze do koñca swego wzroku nie puszcza Nigdy w tył za siebie Jednakowa śmierć Dla ludzi wiary z duszą i bez Ostateczny triumf Śmierci!
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 28, 2026
Insomnia, gorycz i smutek Marzeń wypartych nad nami Na którymi nie czuwa żaden stróż Bo któż by chciał to mieć? Resztą sił próbuję zasnąć lecz daremny cel to jest Chłód, mróz i jasna pustka W popiołach niedościgniony cel Party ludzi śmiech Wywiera skowyt mych myśli z martwego serca Jak zapragniesz dziś wszystkiego dostaniesz całe nic Myślą martwy leżę w grobie a oczy otwarte mam... Gdzie prowadzi mnie ten diament O lekki jak falencki wiatr Ten tli wonną Nieskrystalizowany żal i ogień Martwa pustka Chłód i mróz Jak zapragniesz dziś wszystkiego Dostaniesz całe nic W komnatach obdarty z człowieczeństwa Insomnia, gorycz i smutek Marzeń wypartych nad nami Nad którymi nie czuwa żaden stróż... ...Bo któż by chciaż to mieć
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 28, 2026
Nie, nie jestem introligatorem Ksiêgi Twojego ¿ywota To jesieñ, pora gdy wszystko zdycha i krwawi Los Przebiera klepsydrami Lêk Zasklepia siê w g³êbinach ¯¹dza Bierze górê nad nami Ten orzeŸwiajacy smród Wyrywa siê do walki Nadstawia ju¿ pysk Diab³u Nie szczêdz¹c mu wstrêtnych obrazów Ten w¹¿ zaczyna kusiæ Sycz¹c do ucha Jak g³os z najstarszych snów A liœcie spadaj¹ na ju¿ martw¹ ziemiê Wiatr wzbija siê w lot z oczu zdjêcie Jak bym trzymal je w d³oni Morowe powietrze popycha œmieræ Dzieñ zamkniêty we szkle Ten z³udny spokój jesieni Wiatr plujacy œmierci¹ Zgni³oœæ kwiatów, ³zy, lastryko i znicze
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 28, 2026