Gwiezdny demon
Niezależna Dzika bestia Głodna życia Mego życia Przeciw wszystkim i wszystkiemu Wyrywa się Przez klatkę Gwiezdny demon A z ust wylewa się... Z ust wylewa się... Strumień świadomości, który wy spijacie dziś Unieście swe ręce w tę stronę księżyca Chcę usłyszeć jak w gardłach rodzi wam się śpiew Nanananana na śmierć i życia jest to antidotum - lek Oto ja jestem tu Przypadkiem Zbłąkanej energii moc Nie wiem czy ty wiesz, ale Jedyne co uczłowiecza mnie To jej zachrypnięty szept Zachrypnięty, cichy szept My żyjemy, oni umierają Oto ja jestеm XXI wiek I wciąż sam dryfuję na przestrzeni życia Na zimnеj krze lodu Oddaję ci dziś cząstkę Oddaję wam cząstkę siebie Strumień świadomości
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 28, 2026
Apokaliptycznych prawd moc Hedonistycznych pragnień, jebana kurwa moc On nie wiedział czego pragnie Lecz wyrwany głosem serca Zły, odhumanizowany śmieć Fascynacja drugim człowiekiem Z dnia na dzień jest piękniejsza Ostatnie tchnienie... Wybuch jakbym otwierał znowu oczy Pierwszy raz, nigdy tak Nikt nie pokazał mi świata i jego nowych barw Który tętni tak pod moimi stopami Cała pełnia bierze w myśl To metoda ciężka - ścieżka jak mam żyć Kto tam nie był ten nie widział Co on przeżył, czego pragnie Blisko śmierci Ostatnie tchnienie Nosferatu Ugh! Mojej świadomości nowy dziki stan Jakby żyła pierwszy raz, ta makabra toczy się Te minuty już, chyba dłużą się Ostatnie tchnienie... Muszę przejść przez rzeki kamień Tam wzdłuż potoku, tych sękowych gór Żeby dotrzeć do... do dna Choćby zdążyć na sam kres Nowego uniwersum Otwieram nowy lek, nowy rozdział Ten nowy świat, który tętni tak Pod stopami mymi, jakby on przesuwał pierwszy raz Owej świadomości dziki stan Tej natury jakby miecz - dusi ją To jest ostatnie jego tchnienie...
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 28, 2026
Już wylewa się ta moc Gorąca jak jej rzewne łzy Buzuje się we mnie jakby nie do zatrzymania Obstrukcja demona Tonę we łzach Antypatia do syfu Któy toczy mnie, toczy mnie Duch mój jakby rozerwany Bo rozpiera go tym całym szlamem To co nabyte, a co moje to składa się na Tych wszystkich głupich martwych ludzi Którzy we mnie wtłaczają prawdy i racje normy wszechświata Pełnia księżyca puka do mych drzwi i znów nie daje mi spać Jakby nie walczył, z dywanu głową skaczę w dół Kreatura okropieństwa Kreatura okropieństwa Oddech prawdziwego świata Bujdy składają pocałunek na mym ciele Lecz ja stawiam czoła mu Mimo że ciągnę za sobą kotwicę Ciągnę za sobą kotwicę w postaci tych wszystkich szalonych przygód Gdybym był częścią ciała, żyłbym w ciele bandyty i byłbym jego prawą ręką, która zabiera Polsce te wszystkie nędze chwile Gdybym był miastem, na pewno byłbym Piłą, która niejedno zrodziła i pożegnała swoim wielkim zardzewiałym uśmiechem (rozerwała) Gdybym był narkotykiem, to bym oczarował was, zamknąłbym was w starym zegarze, który pokazuje czas, ten właściwy czas Antypatia do syfu, który toczy mnie Łka we mnie strach, lecz ta kreatura żyje we mnie pełnią gniewu Kto pierwszy sztylet wbije w pierś? To nie jest książka czy błaha opowieść O zawartości Polski w tej Polsce Lecz o tym co niszczy i łamie ten kraj Plaga, syf i zaraza Nigdy nie będę jak obraz tych ludzi Bo rzeczywistość maluję swą sam Na płótnie widnieje Kreatura obrzydlistwa Kreatura okropieństwa Kre-a-tu-ra o-brzy-dli-stwa
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 28, 2026
Dwa orły to mój herb Zdobią godło twe zaklęte w nich Terror, mrok i lęk tamtych chwil Opętał mnie gwiezdny demon Wyrywa się przez klatki piersiowej front On przenika mnie Wyrywa się Dręczy mnie Przynosi mi nieznaną dal W ten styczniowy poranek Czytam to, a to list od ciebie w którym piszesz, że Ty kochasz, kochasz mnie Lecz nie wiem czy ty wiesz, ale ja Nie kocham ciebie, ojcze Jedyne co mam po tobie to nienawiść i serce dzikie Auuuuu To zrządzenie losu Wyrwało cię ze snu I postawiło tu Na pierwszej linii Gdzie śmiertelny front Co noc pulsuje we mnie krew Wrze i pali wnętrze mne, ten jad nasienia od ciebie Krew strzygi Popiół z popiołów W mych żyłach wojna toczy się Ja wnuk potwora - z ojca syn rodzi się Krew w krew Dwa orły to mój herb Zdobią godło twe zaklęte w nich Terror, mrok i lęk tamtych chwil Łka we mnie strach Rozrywa moją jaźń Przenika mnie I moją duszę Rozrywa myśli Rozrywa mózg Wizje, oczy Całe wizje Zgniłe wizje Zgniłe dni Wielkie smutne dni Wąż wyje jak wilk A serce mu krwawi Gdy myślę o tobie sprzed laty Nie czuję żadnej straty Rodzi się syn Krew w krew Rodzi się Syn z ojca
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 28, 2026
Cmentarza chłód To jest cmentarny chłód Liże i liże, pociera ją To brak łaskawych spojrzeń tu To moja dzika, rwąca rządza Ten słodki suchy dym Dusi i porywa usta jej Dzikiej namiętności owoc Oj bierze, oj bierze górę nad nami Zagłady dzień Zagłady noc Co rano budzisz się Co rano budzisz się Co noc zasypiasz tu Co noc zasypia trup Pod niebiem wielkim Pocałunek śmierci A księżyc świeci Przytykam ci palnik do twarzy Jak śmierć dziś skanuje Las wielki szeleści Ja zaciskam moje pięści Krew toczy się razem z wielkimi strugami Strugami z twoich oczu Jej skóra zimna jak lód A chodnik barwi krew i sól Gargulec przyjmuje skażone powietrze Te kurwy nigdy nie będę bezpieczne Zagłady noc Ajajajaj Ajajaje Czarownice są naprawdę Wiedźmy dzikie żyją pośród nas Ładkną żądzy i spełnienia Ja wam wszystkim dziś to dam Czarownice wszystkie znam, one znają mnie Znamy cię! Na te chwilę gdy przybędą, czekam noce dnie Aaarw! Wystukuję palcem rytm, taniec nagich ciał Miauu! Już zaczyna się zagłada, ten piekielny szał!
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 28, 2026
Leżę na jej łóżku Piję, palę sam Wsłuchuję się bicie serca psa Gwieździste niebo przebija niczym wspomnienia z młodości A serce bije mu jak bębny W rytnie mojego niefrasobliwego strachu Tęsknkoty, którą przerzucam w tych zdjęciach Z pamiętnika drogi Alegoria moich słów Już przenika dzisiaj cię Nie wiesz kiedy nie wiesz jak O żesz wasza kurwa mać Szczypta lęku Chwila grozy Łza na śniegu Pełne fosy Fasady filozofów Frakfurt, 31 stycznia Ciemna noc, fascynacja, ciemna noc Antychrystus dziecko diabła Jadą wozy ciał w tę bezduszną noc, dziś ten ogień już nie pali mnie Z karawany krzyk to ofiary los, ogień zawsze weźmie to co chce Alegoria moich słów Już przеnika dzisiaj cię Nie wiesz kiedy niе wiesz jak O żesz wasza kurwa mać Szczypta lęku Chwila grozy I łza na śniegu Pełne fosy Fasady filozofów Frakfurt 31, zero-pierwszy Fascynacja, ciemna noc, ciemna noc, ciemna noc
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 28, 2026
No lyrics have been submitted for this track yet.
Masztem gnący sztorm pośród tych sęków deske tej starej łajby Złap mnie za rękę i popłyniemy tam, w ten narkotyczny stan Obrany azymut to istnienia nowy jest sens, pytanie gdzie Poniesie mnie ten gwiezdny szlak usłany przez nuklearny pył Droga do planety na którądążę poprzez czas Do bogini mej, która pragnie spojrzeń w oczy pustych, próżnych mas To ostatni płomień zgasł, nie zapłonie już, nie zapłonie już w żadnym z nas Ja unoszę się zawieszony patrząc w kosmosu bezkresną dal To jesień, to pora która zabiera nas, samych sobie w ten trudny czas Oczy traszki, strupy węgra i paznokieć wilka, trzy podkowy konia Lecz brak ci tylko dziś oddechu strzygi, oddechu strzygi! Jesień to pora, która zabiera przyjaciół i miłość tego człowieka Ten koszmarny sen już przenika mnie, on przebudza mnie Układam ręce w znak, nowy wymiar już otwiera się Rzeczywistość zgrzyta jak starych drzwi głos Na gniew bogini sam się narazisz gdy Zakłocasz spokój i ład tej krainy Papierowy pomnik, wspomnień zapiski Nie chcę twarzy bogów, tudzież mojej bogini Nawet płaczjuż jej nie pomoże Bo moje serce pęka na tysiące kropel morza Masztem gnący sztorm pośród tych sęków deske tej starej łajby Ona zbawi świat - jaką ją znam, jaką ją znasz Ona poprowadzi nas Zbaw nas wszystkich ode złego Zbaw nas wszystkich od ich złego Wypluję śmierć Spalę ten most do krainy Do krainy bo...
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 28, 2026