Wołosożary
Niesiem, niesiem Złotą Bryłę, do Kowala, do Swaroga On wykuje nam Słoneczko, Jaśniejące Młode Słonko! Sława Bogom, Sława Szczodrym Niech nam cały rok jaśnieje Słonko nowe promienieje!
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Oj, młode Słonko zanieś się pieśnią O tym co było zanim żeś wzeszło Zanim pradziejów toń niezmierzona Rozbłysła światłem w jawskich koronach Wykuta ongiś w Kuźni wieczności Rzucona w błękit iskra światłości Stanica czasum, życia i śmierci Staje śród śniegów, przeciw ciemności Oj, młode Słonko zanieś się pieśnią O tym co było zanim żeś wzeszło Zanim praojców ziemia prześwięta Wyjrzała z ciemnych morza odmętów Zanim ruszyłoś koło historii I obrodziłoś jawskie odłogi Zanim od Bogów ziemia nadana Ujrzała dziadów młode plemiona Oj, młode Słonko niesiem ci śpiewy Kładziem ci dary i syte miody Oj szczodre Słonko, jak byłoś ojcom Bądź nam i dzisiaj i naszym synom! Oj młode Słonko! Dalej! Ponad śniegi! Krynica życia skryta śród mrozów! Tam! Ponad chmury! Żmijową twierdzę o brzozowych murach! Gdzie szare duchy tańczą w zawiei! Gdzie zimne gwiazdy tną poprzez czerń! Poprzez bezkresy śniących zagonów Przechadza się rogaty wołchw! Niech gburski powóz ze złotej poświaty Bierzy w swą drogę poprzez ciemności Ponad stalowym sklepieniem ciszy Ku swoim włościom, ku świtom Wiosny! Więc dalej! Ponad mury! Rozpalcie Ogień na najwyższej grani! Zapalcie gwiazdę u szczytu niebios! Wyżej! Rozpalcie Ogień w zmarzniętych duszach! Niech jego blask oświetli doliny! Niech jego blask rozświetli trzy światy! I niech się wykuje na nowo czas! Dalej! Poprzez śniegi! Dalej! Poprzez ciemność! Dalej! Po trzykroć dalej! Wyżej, wyżej, wyżej!
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Ujrzałem bramę wśród gwiazd Otwarte wierzeje do wiedzy pokoleń Spisywanej przez wieki w pieśniach ziemi Utrwalonej przez wieki w trudzie ojców Ujrzałem mgliste pola Nawii Tam, gdzie wele tlą się jak ogniki Zatopione w sennych mgłach swych pastwisk Śniąc pod czujnym okiem rogatego wołchwa Ujrzałem krainę pod nocnym niebem Żyzną krwią i trudem ojców Kołowrót pokoleń poruszał nieboskłon A gwiazda przyporu – w samym jego sercu Ujrzałem blask pośród śniegów Niczym wołanie gwiazd w nocnym tańcu Ich pieśń mówiła o bezczasie I o świcie, który stanie, jak stawał drzewiej Ujrzałem wreszcie porządek rzeczy Wielkie tryby gwiezdnego zegara W młynie dziejów – wieczne żarna czasu W tkalni losu – wieczne krosna Doli Tak imię me spoczywać będzie Pośród kniei wietrznych Śród zagonów żyznych W głębiach wód cichych Gdy stanie czas podążyć Gościńcem mlecznej drogi Ku tajemnym włościom cienia Przez czterdzieści nocy trwogi Gdy wela stanie się z ojcami jednością I zatopi w bezkresnej toni dziejów By zajaśnieć wnet W blasku gwiazd Nad wiecznymi lasami ----English translation---- And I beheld the gate among the stars Open door to the wisdom of generations Written down through ages in chants of the soil Perpetuated in toil of our fathers And I beheld misty fields of Nawia Were souls smoulder as candles Immersed in sleepy fogs of their pasturers Dreaming under watchful eye of horned wizard And I beheld the land under nightly skies Fertile with blood and toil of fathers Turnstile of generations was driving the firmament And star of the pillar—at its' very heart And I beheld a glare among the snows As a calling of stars in the nightly dance Their song said of infinity And of the dawn that will come, as it came ever before And I beheld the great order and purpose Enormous cogs of stellar clock In the mill of ages—are timeless querns of time In the weaving mill of fate—are Dola’s timeless looms And so my name will rest Among windy forests Among fertile fields In the depths of silent waters When the time is ripe to follow the path of Milky Way Towards the secret demesne of shadow For the 40 nights of fright When soul becomes one with Forefathers And sunks deeps into bottomless depth of time So it may shine yet again soon In the glare of stars Among the eternal forests
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Zaświeć, niesiądzu, ksianżycu Zaświeć i oświetl nam szlaki I powiedzże, o gburski synu Dokąd uciekają zidmowe ptaki? Zaświeć, niesiądzu, ksianżycu I oświeć co wiada i nie wiada Zaświećże, niesiądzu Zaświeć, gdy dzianek upada
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Ostanę się w Twych jasnych oczach I już na zawsze zastygnę w ich toni Gdy pożar nieba wreszcie ustanie I wzejdą Wiosny nieśmiałe kwiaty Znów czarne drzewa wypuszczą pąki Znowu zakwitną prastare sady Ulotny dźwięk kowadeł i miechów Ustąpi miejsca muzyce gromu Znowu jeziora odbiją niebo Zaproszą Słońce do letniej kąpieli Srebrna oskoła zgasi pragnienie Gdy stanie świt i zabłyśnie rosa Tak młode Słońce urośnie w siłę Troskliwym gestem obejmie zagony Niechaj w nie wniknę Niech je nasycę Niech się napełnią moim żywotem Czarne zagony wypiją me soki Czarne obłoki poniosą mnie w dal Sam siebie złożę w ostatniej ofierze Ostatnia ofiara na świt czasów Pierwsza ofiara na koniec czasów Na dobrą drogę młodemu Księciu Rozpalę w sobie ozimy ogień! Niczym jutrzenki nieśmiały blask Płynąc od serca ku Wołosożarom Tak się zapadnie sklepienie żywota W zmarzniętym wrzasku czerwonych świtów Nowy ogień spopieli próchno Starych stożarów, starego dnia! Czarodziej Miesiąc wzejdzie nad pola I srebrną nicią powlecze swą niwę Stanę wraz z nim na gwiaździstej łodzi Patrząc na pożar płócień zimowej nocy Ostanę się w Twych jasnych oczach W oczach Twych jezior rodzima ziemio Gdy przejdzie wiosna, gdy przejdzie lato Gdy przejdzie jesień i wzejdzie zima Będę jak gwiazda wykuta z ognia Będę jak rosa lśniąca o świcie Wraz z nowym Słońcem, wzejdę na nieba Rozpalę blask w Twych jasnych oczach!
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Białe stanice, czerwone niebiosa Jak zimne ostrza brzasku Krwawa łuna nieśmiało obmywa twarz A błękit oczu lśni w cichym półmroku nowego dnia! Ogniste łodzie widmowych armii świtu Niewzruszone pod strzybożą szarżą wichru Blask ich żagli rozpala błękit oczu Śnieg czerwienieje, gdy dusza czernieje Niech żyje śmierć! Wytrwałość wiedzie nas na niebiosa Przez kuźnię dziejów, poprzez rzekę By sięgnąć gwiazdy wieńczacej nieboskłon! Niech żyje trud! By z iskier wykuwać Słońca Niech nasze życia będą gromem A nasza śmierć ich rozpłomieniem! Żmijowych kajdan lodowy uścisk Rozdziera duszę gdy nieba bieleją Życie nigdy nie było tak jasne Jak jasny jest brzask gdy płonie nowy dzień! Słońce! Gdzież jesteś, gdy znikasz Na swej łodzi pośród nieprzebytych mgieł? Mówią, że kiedyś umrzesz na zawsze I każdej zimy dusza drży, że to już czas Biały miesiąc, znów czarne niebiosa Lodowa flota szarych łodzi grudnia Blada łuna nieśmiało obmywa twarz A błękit oczu gaśnie wyczekując dnia Niech żyje śmierć! Wytrwałość wiedzie nas na niebiosa Przez kuźnię dziejów, poprzez rzekę By sięgnąć gwiazdy wieńczacej nieboskłon! Niech żyje śmierć! Niech żyje trud! Niech żyje wola by wciąż przekuwać stal! Niech żyje śmierć! Niech żyje śmierć! Przekujcie swe miecze na twarde lemiesze Śmierć was zabierze, Słońce podniesie!
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
No lyrics have been submitted for this track yet.
No lyrics have been submitted for this track yet.
No lyrics have been submitted for this track yet.
No lyrics have been submitted for this track yet.
No lyrics have been submitted for this track yet.
No lyrics have been submitted for this track yet.