Matecznik
Pustka ciebie zrodziła Prowadzi do tego momentu Pustka puka do jaźni Ludzkiego firmamentu Nigdy jej nie zrozumiesz Człowieku jak kamień gładki A biegniesz jak owca zbłąkana W ramiona otchłani, swej matki Złożyć na jej ołtarzu Zbielałe od życia kości Modlić śpiewając psalmy Ku chwale i glorii Nicości Jestem czego potrzebujesz Jestem, serce twe znieczulę Jestem oddechem zmarłego Jestem ciała niebieskiego Gestem Żyto życia Wrzuć na młyn Tylko żebyś po tym żył Tylko żebyś po tym żył Zanurz głowę W gwiezdny pył Tylko żebyś po tym żył Tylko żebyś po tym żył Swoich czasem Nie otworzył
Submitted by NecroLord — Jun 23, 2026
O królu gatunków Szafarzu zniszczenia Spowiłeś nad resztą Całun upodlenia O władco tej sfery Ciemny dygnitarzu Monety głucho wrzeszczą W skarbcu, twym ołtarzu Profeci wieszczą zagładę Pochód ślepego zniszczenia Co uczynisz panie W czeluści zapomnienia Cesarzu bez wrogów Bogu samozwańczy Stare religie murszeją W tym my, twoi posłańcy Profeci wieszczą zagładę Pochód ślepego zniszczenia Czarne myśli I czarne serca
Submitted by NecroLord — Jun 23, 2026
Dotknij swej skóry Wilczura z otchłani Ludzkiej duszy Prawdziwe oblicze Bytu z czeluści Kości skruszy Piekło to inni A inni to my Kto temu winny Tak ja jak ty Anthropos miseo Krzywe drewno Krzywy człowiek I człowieczeństwo Dotknij swej skóry Pasterza mroku Swej natury Dumnie naciągnij Puste od życia Śmierci struny Manna z popiołu Wino i krew Nikt nie odróżni Ziaren od plew
Submitted by NecroLord — Jun 23, 2026
Powieszą ciebie na drzewie I będzie tak jak drzewiej Wschód słońca kochana Matko Nie dla ciebie O szaty twe rzucą losy Spalą w amoku twe lasy W tym domu brak oto miejsca Dla ludzkiej rasy Zasłona przybytku rozdarta Ludzie w malignie truchleją Zaprawdę ona była Jedyną nadzieją Powieszą ciebie na drzewie I będzie tak jak drzewiej Wschód słońca Dla człowieka Nie nadejdzie Wynaturzenie Natura wam nie Wybaczy
Submitted by NecroLord — Jun 23, 2026
Błogosławieni ślepi W ciemności uroku Nie dostrzegą kształtów Wychyniętych z mroku Gdy syreni śpiew Nocy i sfer Podpali istnień mir Gdy eonów świt Roztopi nas Przywdzieje gwiezdny kir Błogosławieni głusi Prawdy biją dzwony Unikną obłędu Wiecznej antyfony
Submitted by NecroLord — Jun 23, 2026
Wtem upadliśmy Grunt miękko wchłania Wilgoć na skroniach Ciało się wzbrania Tonąc poznajemy Gleby gorzki smak Czerwie rozczarowań Drążą wolę w nas Zatopieni w ziemi Trwamy w zawieszeniu Korzenie ściskamy W cichym cierpieniu Bezwładność ciała W fundamentach drzew Pasożyt ducha Sardoniczny śmiech Pnącza myśli gniją Z chęcią przetrwania W pustych oczodołach Matnia przemijania
Submitted by NecroLord — Jun 23, 2026
Zahaczyłem porożem O krawędź wszechświata Stąpając ostrożnie Po zielonych niwach Korona zbyt bujna By zmieścić się W na nowo otwartych Jesieni drzwiach Szukając początku I końca siebie Przygnieciony ciężarem Czystej świadomości W wyścigu Ze świętą wolą krwi Zwycięstwa Nikt nie rości Na cztery strony Rozrywa nas wszystkich Na przekór rozpaczy W bagnie stagnacji Łucznik nie czuwa Już przy wodopoju A ci co wierzgali Nie mieli racji W Szeolu pragnień Otchłani cierpienia W gehennie celu Hadesie istnienia
Submitted by NecroLord — Jun 23, 2026