Krystalicznie brudny
No lyrics have been submitted for this track yet.
Na oczach dwie krople benzyny Szczęke rozluźnij bo dziury Mam misternym ściegiem utkany Plan na kompresję krzywd Pochwal mnie za coś złego Pochwalę cię za to samo Moja bordowa granica W oddolnym kierunku chęć Sypiąca się anielica Osocze, rany i pięść W tej pętli na szyi Nadgarstek lewy się mieści Co za różnica Czy narzygam do tego treści Mam misternym ściegiem utkany Plan na kompresję krzywd Jeszcze takich daj troche Aż zęby mi w nich zostaną Pochwal mnie za coś złego Pochwalę cię za to samo
Submitted by Celtic Frost — Jun 17, 2026
Zdejmuję z siebie współczucie By zrobic coś z niczego Zdejmuję z siebie skóre Dziś zamiast rzygać, wybieram plucie By poczuć w końcu te grubsze kontury I zapach samego powietrza Muszę cię ogrzać pochodnią krzywd A w zamian chcę tylko wszystkiego Pokochałem w sobie chęć Żeby ktoś mial gorzej Chwała tej czerni co szepcze mi w uszach Bo mimo koloru ma konsystencje Butem przykrywam wszystko z radością Nie ma już we mnie zgody na brak Pokochałem w sobie chęć Żeby ktoś mial gorzej
Submitted by Celtic Frost — Jun 17, 2026
Zmniejsza się dystans naskórka i kości Tak jak zmniejsza się moja źrenica W ślinie dostatek pogardy dla was Dziury zostawi w ich potylicach Korytarz drążony z marności w służbie dostatku A chmury, zgęstniały od tego co mogło Pierwsza już spadła Za horyzontem biel co oślepia I nie daje nic w zamian Chcieliście nas kupić iluzją wyboru Sprzedamy się tylko za upadek bez pozorów Nażre się wami na oczach głodujących i zeżre też ich nadzieje Dzieci powieszę, moje i wasze Szukajcie rożnicy, nic się przecież nie dzieje
Submitted by Celtic Frost — Jun 17, 2026
Dumny i bliższy chmurom Napluję wam w ryj A tym, co w oparach mierności Znaleźli światło Nie życzyłbym nawet nic Ogrzeje mnie blask iskier nie słońca Ogrzeje mnie stwórcy rozpruty brzuch Mój głód na więcej nie będzie miał końca Resztki zostawię dla much Dziekuję ci Panie za żądze I za zabicie oporu Za każdą rozszerzoną źrenicę I to całe piękno w upadku Chwała Szatanowi
Submitted by Celtic Frost — Jun 17, 2026
Jak gorzkim żartem jest urojenie Że możecie coś ode mnie dostać I że chciałbym wam cokolwiek dać Spłacacie swój dług wobec gorszych A na tych nad wami nie starcza Bo skoro ktoś musi cierpieć To dobrze że właśnie wy Jękiem waszym i upodleniem Utkane są moje sny Rozkochać się nauczyłem wasze żałosne wycie Tak jak twojej matki serca ustąjace bicie Ty kochasz przez zęby z daleka to wszystko co mam Spłacacie swój dług wobec gorszych A na tych nad wami nie starcza I ropą I guzem I gównem I brudem I wami Ten dług wciąż rośnie i pęka
Submitted by Celtic Frost — Jun 17, 2026
Nakarmię cię śliną O nienajzdrowszym odczynie I wygryzę z ciebie przywilej Zrzeknij się dla mnie zębów I udaj że dalej coś możesz Nie mów tylko powtarzaj Wygrzebię z ciebie co mogę Śliczne bo naderwane W nierównych źrenicach się przejrzę Nakarmię cię śliną O nienajzdrowszym odczynię I wygryzę z ciebie przywilej Zlizane z podłogi szanse Pomiędzy ci miske rzuciłem Dla ważnych krzywda, dla zwyklych cokolwiek Z lustra ściekniesz mi na podłogę Co znajdę to w tobie zabije Czynem i słowem
Submitted by Celtic Frost — Jun 17, 2026
Jak zawsze wybieram dług do spłacenia Na rzecz od środka dostatku Mój dom z plastikowych kart Zasłoni na chwilę chęć oblepienia Zanim się rozsypie jak ja Jeszcze jak widać za mało do stracenia Zanim się rozsypie jak ja Kości bieleją, nic do poświęcenia Rozliczę się w raku i w ropniach Następnym razem się uda Jak chorego, wyczyszczona kopia Szczersza i zdrowsza niż nuda Plan na czlowieczeństwo się znowu nie udał Współczucia nawet nie spadnie kropla Od siebie dla mnie i ode mnie dla was Jej szkliwo pęka jak pęka szkła gruda Panie Ciemności, dziekuję za siłe i dary Ujmą jest dla mnie największą Oddychac tym samym powietrzem co wy Na szczycie stosu z ciał spocznie Ja, marnotrawny
Submitted by Celtic Frost — Jun 17, 2026
Busem na śląsk Nieść sztandar spłowiały Herbu starej młodzieży I tej mlodzieży ucieczki Bruzdy na twarzach w tumanach kurzu Tumanach pytań co kto ma I dowodów na dobytek we krwi Jak dacie szansę, to komuś upuszcze Jesteśmy wrogami tych lepszych Jesteśmy pomnikiem ich błędu Jesteśmy rozczarowaniem jej matki Jesteśmy ciernią w oku boga Lata przeliczam na psie Ze względu na gęstość Tutaj wszyscy mnożą wcielenia A dalej nie wiedzą kim są
Submitted by Celtic Frost — Jun 17, 2026
Daj więcej, aż się rozkołysze Jak moje zęby Skóra mi z warg odeszła Jak odeszła szansa na jutro I została tylko chęć Na punkt zera zasobów Niczym zawsze Jak świt co coraz rzadziej się kończy Im więcej dla mnie, tym więcej dla Diabła Przyjdę pierwszy i pójdę ostatni Bo potrzebuję więcej niż chcę Pogarda zerka na ciszę Rozwiązanie narysuję na szkle Najwięcej widziałem pod powiekami Teraz sypię pod nie brud Cegły sam chętnie ułożę Zebyś miał kurwo co wykopać spod nóg Chciałbym już się umyć Z niepotrzebnego Biel spożyta, biel wypluta I tam i tam, ze śliną zmieszana Ta kołdra obca mi jest Lecz okoliczność nie Wróżby i gusła z koloru flegmy Żółte dla mnie, czerwone dla Diabła Im więcej dla mnie, tym więcej dla Diabła
Submitted by Celtic Frost — Jun 17, 2026