Eternal Circle
Narodziny… Krzycz! Niech cię usłyszą na ziemi. I pod ziemią i na suchym lądzie i w wodzie. Odwieczne koło znowu wprawiono w ruch… Uwięziony przez czas i przestrzeń, całe życie nieś w pustym naczyniu wodę. Wodę, która nie napoi nikogo, która nie przyniesie ukojenia. Wodę, której naturą jest tylko pragnienie. Lecz kto pragnąłby zaspokojenia? Kto chciałby zabić w sobie uczucia i żądze? Nienawiścią ich obdarz – tych, co gardzą tym życiem. Tych, co gniją powoli, tych, co zdradzili ziemię. Woda dla Umarłych z pustego dzbana na suchą ziemię kropla pragnienia w pustych dłoniach woda dla chmur bez kropli deszczu czy sucha studnia spełnia życzenia? zatrute dary zwodzą mnie kłamstwa ocean żądzy suchy i martwy ogniu płoń we mnie chcę pić tą wodę choć studnia sucha pusty i martwy nabiorę mocy powstanę z ruin wokół nas pustka więc pijmy wodę z martwego źródła woda dla umarłych woda dla umarłych woda dla umarłych czas by skosztować wody umarłych z martwego źródła woda dla umarłych woda dla umarłych woda dla umarłych
Submitted by Nargaroth — Jun 18, 2026
A więc znów odwieczną drogą kroczysz, znów początek, znów koniec… kim jesteś ty, który chce wyrwać się z obłędnego koła? który chce pić wodę dla umarłych… Jesteś więźniem. więźniem światów. w tej samej chwili tkwisz wielu różnych światach, z których każdy zaczyna być realny. każdy zaczyna żyć w tobie, a ty – w każdym. kroczysz obwodem koła. podróż i powrót, okrąg, przez światy, czasy. Więzień Światów Sieć powiązań i potencjałów. Lecz mogę wybrać tylko jedną drogę. Przeklęty! Tkwię w jednej tylko rzeczywistości. Rzeczywistości światów, które powstają lub giną. Każdy krok powoduje, że któryś z nich umiera lub żyje. I tylko jeden z nich staje się tym realnym. Ale co jeśli takie „światy” nie umierają? Gdy każdy zaczyna być realny. Każdy zaczyna żyć we mnie, a ja – w każdym. Jedna część mnie dalej jest zamknięta w tej jednej małej rzeczywistości. Ale druga część dokonuje różnych wyborów i żyje różnymi życiami. Przeklęty! Gdzie jest abstrakcja? A czym jest rzeczywistość? Jak mam to zdefiniować w momencie, gdy zaczynam żyć każdym możliwym wyborem? W każdej chwili w każdym miejscu. W każdym miejscu o każdym czasie. Przez palce przeciekają mi możliwości. Potencjały. Światy. Nie wiem, w którym jestem dziś. Nie wiem, kim jestem dziś. A co dopiero jutro… Czy może ono już nadeszło? I minęło dawno temu? Czuję ogromny strach na myśl o tym, że ja zostałem uwięziony w jakimś „wczoraj”. Uwięziony przez czas i przestrzeń.
Submitted by Nargaroth — Jun 18, 2026
Uwięziony przez czas i przestrzeń? Wędrować masz bez końca? Oto właśnie ten, który wie, że będziesz musiał kroczyć tą drogą przez wieczność… Demon Nietzschego Nocy pewnej o najbardziej samotnej godzinie nawiedził mnie demon i rzekł do mnie: „Powiedz mi, czy kochasz swoje życie? Pytam, ponieważ wiem, że będziesz musiał je powtarzać bez końca. Wspaniałe jak i godne pogardy rzeczy, radości i smutki. Więc powiedz mi, czy kochasz to życie?” Pytasz czy przekląłem tego demona? Nie. Powiedziałem tylko: „Przyjacielu… Tego właśnie chcę”. spójrz! okręgi w okręgach demon zada pytanie przeklniesz go czy pokochasz? fala wzrasta, opada odwieczne koło w ruchu wszystko idzie do przodu do ciebie wszystko wraca nawet gdy śmierć rozdzieli gdy wąż pożre swój ogon gdy dzień zrówna się z nocą gdy znów pójdziesz tą drogą od wschodu do zachodu nienawiścią ich obdarz - tych co gardzą tym życiem tych co gniją powoli tych co zdradzili ziemię gdy wąż pożre swój ogon gdy dzień zrówna się z nocą gdy znów pójdziesz tą drogą od wschodu do zachodu słońca! nawet ta chwila będzie powtarzać się wiecznie śmierć nie istnieje – jeśli kochasz swoje życie
Submitted by Nargaroth — Jun 18, 2026
Kim jesteś ty, który chce wyrwać się z okręgu, z odwiecznego koła? skazany na podróż przez światy, czasy – jak wrócić chcesz do środka? w jaki sposób w każdym miejscu i czasie być bez czasu w żadnym miejscu? Przeklęty… w wędrówce bez końca, od bezkresu czasu – aż po czasu bezkres. początek, koniec, znów początek, znów koniec, drogą wciąż tą samą przemierzasz wieki, od bezkresu czasu aż po czasu bezkres, początek, koniec, znów początek, znów koniec… Ciemna mgławica Znów – Morze chaosu Wypełnia przestrzeń Jedność dzieli się światła i cienie Perun i weles światła i cienie Widzialna ciemność Więzienie światła Milenia… wieki… Spragniona światła Wiry galaktyk Spójrzcie, rodzi się świadkowie milczą Tkwią obojętnie Chaos dał życie Tańczącej gwieździe Chaos dał życie Tańczącej gwieździe Znowu dał życie Tańczącej gwieździe – znów
Submitted by Nargaroth — Jun 18, 2026
Drogą wciąż tą samą przemierzając wieki wśród duchów mej ziemi i krwi, widzę ją, podróżującą tuż gdzieś przede mną. całym jej strojem tylko słońce, księżyc, chmury i gwiazdy. przybrana nimi kroczy po odwiecznym kręgu. krok w krok za nią podążam w odwiecznej gonitwie za tym, czego pragnę. wyraźnie widzę jak ona tańczy powolnym, spiralnym ruchem galaktyki. wpatruję się w jej oczy – gwiazdy świecące. gonię komety, by zaplątać się w warkocze jej włosów. gnany niesamowitą tęsknotą, znajduję jej odbicie w nieziemskim pędzie światła, myśli i przestrzeni… Któż ją wysłał? jakież wieści niesie? czy ona jest dla mnie tu i teraz? czy też może już była lub dopiero będzie? drogą wciąż tą samą przemierza wieki. z tajemnym uśmiechem przekracza kręgi. od bezkresu czasu – aż po czasu bezkres. Przystrojona słońcem Przystrojona słońcem. Zdobiona księżycem. Pośród czterech wzgórzy – Co roku w podróży. Wiosną – pani życia. Zimą – Śmierci tchnienie. Jesień – czas drzew martwych. Latem – złota mgnienie. Któż cię wysłał, pani? Jakież wieści niesiesz? Drogą wciąż tą samą Przemierzając wieki. Od bezkresu czasu – Aż po czasu bezkres. Z tajemnym uśmiechem Przekraczając kręgi. Świt gdzieś za mną został, Dzień przede mną zmierzchał. Tam ja czekać będę, Spocznij choć na chwilę. Znam już drogi twoje, Mokoszą wyśnione. Bez początku, końca, Wśród księżyca, słońca Niczego nie szukam, Nigdzie już nie zmierzam. Tam gdzie dotrę znajdę Co z sobą zabiorę. Przystrojoną słońcem… Zdobioną księżycem… Poślubię dziś aby Każdej zimy, wiosny – Wędrować bez końca… Tyś pełna księżyca I tak pełna słońca Wędrować bez końca… Tyś pełna księżyca I tak pełna słońca Wędrować bez końca… Bez końca…
Submitted by Nargaroth — Jun 18, 2026
Wyrwać się z okręgu, wypić wodę dla umarłych… Znaleźć most łączący przeszłość z przyszłością. Znajdziesz go tam, gdzie fala wzrasta, opada, gdzie dzień równa się z nocą. A może znajdziesz go i tam gdzie pęd, krzyk, grom, dziki gon, duchy tej ziemi i krwi. Gdzie ziemia twoja snuje historie o krwi, którą nasiąkła. Huzarzy Śmierci ziemia i krew, ziemia i duma most łączący przeszłość z przyszłością moja ziemia, krew, okiem duszy widzę dziś dawne pola bitew podniebny pęd, krzyk, grom, dziki gon most łączący przeszłość z przyszłością od czasów niepamiętnych do dziś duchy tej ziemi, duchy tej krwi wiem, że świat się zmieni, zapomni lecz bez nich nie byłoby nas tu nie byłbym sobą, lecz kimś innym a ty byłabyś daleko stąd świat się zmienia i zapomina więc kim naprawdę chcemy dziś być? ty byłabyś daleko stąd więc pamiętajmy o tym choć my
Submitted by Nargaroth — Jun 18, 2026
Kim jesteś ty, który chce wyrwać się z obłędnego koła? Jak wyrwać się z tego okręgu? Jak wrócić masz do środka? Tam gdzie punkt zero… Początek… Jak rozpocząć podróż na nowo? W dowolnej chwili znaleźć się w każdym miejscu. W dowolnym miejscu o każdym czasie. Punkt Zero podróż i powrót, okrąg… cisza i słowo, konflikt… to słowo przerwie ciszę cisza zagłuszy słowo świat obraca się wokół walki ciszy i słowa przestrzenie – czasy – ruch podróż – cel – zdobycz zwycięstwo – odpoczynek – stagnacja szukanie – błąd – upadek śmierć – przestrzenie – czas czas! śmierć – przestrzenie – czas światła i cienie światów w tej chwili powstających blaski tak wielu światów w tej chwili ginących podróż i powrót, okrąg… cisza i słowo, konflikt… podróż przez światy, czasy kroczę obwodem koła jak wyrwać się? jak wrócić? tam gdzie punkt zero… …początek
Submitted by Nargaroth — Jun 18, 2026
Kochaj swoje życie, tą odwieczna gonitwę, wędrówkę bez końca. Kochaj tą, za którą wciąż gonisz –przystrojoną słońcem, ozdobioną księżycem. W niej Galaktyka cała, zaś ona sama – Galaktyką. Za nią – tam gdzie lądy do odkrycia. Gdzie nowe myśli, idee. Gdzie nowe ziemie. Gdzie wojownicy do pokonania. Duch rozszerzającego się wszechświata. Rasa zdobywców. Tam gdzie przestrzenie, czasy, gdzie ruch. Gdzie podróż, cel, gdzie zdobycz. Tam gdzie zwycięstwo, odpoczynek, lecz i stagnacja. Więc znów szukanie które prowadzi do błędu, potem – upadek. Następnie śmierć… Przestrzenie, czasy… Galaktyka w Niej Była ze mną chyba odkąd tylko sięgam pamięcią. Czasem spotykałem ją na mojej drodze. A może źle się wyraziłem – nie spotykałem jej samej, lecz raczej jej ulotne cienie. Prowadziła ze mną dziwną grę. Przybierała różne formy, kształty, postacie, pod którymi dawała mi odczuć swoją obecność. A więc –była drzewem, pod którym spałem nocą i była gwiazdą, w którą wpatrywałem się przed snem. Szeptała do mnie wodą strumienia, przez który przechodziłem i śpiewała głosem ptaków, które budziły mnie rano. Czasem przybierała nawet postać kobiety, której nie byłem w stanie się oprzeć. Nad ranem zawsze znikała bez śladu, zostawiając mnie znowu z szeptem strumienia, śpiewem ptaków i mglistą poświatą swojej twarzy wyrytą w mojej pamięci. Noc spędzona z nią zostawiała we mnie też pewne dziwne uczucie. Uczucie, które powodowało, że od razu ruszałem w dalszą drogę, szukając jej za każdym zakrętem, w kolejnym mieście, za kolejnym wzgórzem. Zawsze w ruchu. Zawsze do przodu. Opętany pragnieniem znalezienia jej znowu. Chyba zresztą nigdy nie chciałem mieć jej na własność. To właśnie poszukiwania, to właśnie drogi pragnąłem. Tej siły, która napędzała mnie, kształtowała moje czyny, żądze, pragnienia. Biec. Tam gdzie lądy do odkrycia. Gdzie nowe myśli, idee. Gdzie nowe ziemie. Gdzie wojownicy do pokonania. Duch rozszerzającego się wszechświata. Rasa zdobywców. Aż wreszcie nadszedł ten czas, gdy sama Ziemia przestała mi już wystarczać. Oni już od wieków próbowali sięgnąć gwiazd. I w końcu gwiazd sięgnęli. Przemierzałem więc z nimi już nie drogi, miasta czy wzgórza ale przestrzeń, planety, galaktykę. W pogoni za nią, gnany tą samą tęsknotą, nadal znajdowałem jej odbicie w tym nieziemskim pędzie światła, myśli i przestrzeni. Wyraźnie widziałem jak Ona tańczy powolnym, spiralnym ruchem galaktyki. Wpatrywałem się w jej oczy – gwiazdy świecące i goniłem komety, by zaplątać się w warkocze jej włosów. Moja. Moja? A właściwie to gdzie jestem ja a gdzie ona? Wszak to odwieczna gonitwa. Ale czy na pewno chodzi o to, aby być razem? Czyż nie lepiej – zawsze w ruchu? Pędzić? Zdobywać? Czasem tylko dotknąć? Czasem tylko – na chwilę krótką – posiąść? Zdobyć? I biec dalej. A więc – moja – lecz tylko czasami. Nie mam jej. Nie posiadam jej. Jestem. Z nią.
Submitted by Nargaroth — Jun 18, 2026
Dopóki Koło nie stanie w miejscu Kim jesteś ty, który chce wyrwać się z okręgu? Na podróż przez światy, czasy skazany – jakże chcesz wrócić? Utknąłeś w różnych światach, z których każdy zaczyna być realny dla ciebie. Kroczysz obwodem koła. Podróż i powrót, okrąg. W wędrówce bez końca, od bezkresu czasu. Kim jesteś ty, który chce wyrwać się z koła? Który chce, by wiecznie wirujące koło stanęło w miejscu. Niech cię usłyszą na ziemi. I pod ziemią i na suchym lądzie i w wodzie. Krzycz. Aż wiecznie wirujące koło stanie w miejscu. Na zawsze.
Submitted by Nargaroth — Jun 18, 2026