Heilsweg: O udręce ciała i tułaczce duszy
Odchodzę w dal, gdzie stoi czas Gdzie tylko ślepcy ujrzą owoc prawd Zerwany z Drzewa, wyrwany niczym chwast Pożeram go, by poznać Boga twarz Ja stoję tam, z ciemnością sam na sam Spoglądam w lustro, w odbiciu moja twarz Ja stoję tam, z otchłanią sam na sam Moje odbicie to pustka, którą znam Odbierz mi wzrok, bym ujrzał moc Twych łask Odbierz mi słuch, bym dostrzegł moc Twych słów Odbierz mi głos, bym wykrzyczał imię Twe Wbij w serce miecz, by miłość skropliła się Oblicze Boga rozmywa się Oczy niegodne chcą poznać Jego gniew Na dnie jeziora siarki U stóp złotych bram Władcy na kolanach Obrócą się w proch Przywracam dziś niegodnym oczom wzrok Wskazuję drzwi, choć nie wiem sam dokąd iść Ja stoję tam, z ciemnością sam na sam Spoglądam w lustro, w odbiciu moja twarz Ja stoję tam, z otchłanią sam na sam Moje odbicie to pustka, którą znam Jam jest nocą. Jam jest dniem Jedności praw nie wyrzeknę się Ja stoję tam, z ciemnością sam na sam Spoglądam w lustro, w odbiciu moja twarz Ja stoję tam, z otchłanią sam na sam Moje odbicie to pustka, którą znam
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 30, 2026
Czy jestem tym, który zatrząsł światem i władców rzucił na kolana, a serce szczelnie zamknął na bliźniego? Kolejnego, by kochać Kolejnego, by zdradzić Kolejnego, by zabić Czy sięgnę niebios, tronu ujrzę blask, czy zostanę tu - pośród larw? Ramię w ramię z każdym, kto próbował i zawiódł Błagając o szansę na odkupienie Patrząc na symbole, których znaczenia nie pamięta nawet czas. Czy jestem tym, który zatrzymał czas, gdy świat stanął w płomieniach, by w popiołach ogrzać się? Gotowy na życia zmierzch Gotowy na nadejście Pana Kolejnego, by kochać Kolejnego, by zdradzić i zabić w sobie W pogoni za wiarą Skazani na szafot Choć jutra nie będzie My gnamy wciąż Z Ogrodu w świat Zdradzeni przez los Na rozstaju dróg Błądzimy wciąż razem Jak jeden mąż Kroczymy razem Przed siebie, bez celu Gdzie drogi naszej kres? Gdzie końce splatają się? Przygotuj się na nowy świat Przygotuj się na zmierzch Błądzimy wciąż razem Jak jeden mąż Kroczymy razem Przed siebie, bez celu W pogoni za wiarą Donikąd - wciąż! Przygotuj się na nowy świat Przygotuj się na zmierzch Tam, gdzie drogi naszej kres Gdzie końce splatają się Tam, gdzie drogi naszej kres Kwiat nowej wiary zakwitnie
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 30, 2026
Anielski śpiew rozbrzmiewa ostatni raz Lecz dźwięku trąb przed końcem nie usłyszy nikt Złoty sztylet to klucz do bram niebios Ostrze ku sercu... i pchnij z całych sił W tłumie głów, grzechów, cnót Każdego dnia wciąż sami Nie wojna słów, lecz czynów moc krew zamieni w złoto Kropla za kroplą Raz po raz Kropla za kroplą Krew w złoto Dzieło człowieka Na chwałę Pana Na co ten trud, gdy każda z dróg wiedzie na sznur? Ostatni splot i grunt ucieka spod nóg Jak szarańcza Ukryci w trawie Ucztujemy, śpiewamy Nienasycony głód ciągnie nas w dół Na co ten trud, gdy każda z dróg wiedzie na sznur? Ostatni splot i grunt ucieka spod nóg W tłumie głów, grzechów, cnót Każdego dnia wciąż sami Nie wojna słów, lecz czynów moc krew zamieni w złoto Na co ten trud, gdy każda z dróg wiedzie na sznur? Ostatni splot i grunt ucieka spod nóg
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 30, 2026
Jak dowiemy się, że to już koniec? Bez ognia z niebios Bez gniewu z gwiazd Lecz w szumie klęsk Nie jesteśmy godni nawet upadku Czekamy wciąż na znak Nieświadomi, sięgamy dna Jak dowiemy się, że nadziei już nie ma Gdy ta umiera każdego dnia? Wyznaj każdy grzech Serce ogarnie żal Wyrzeknij się snów w obliczu upadku Nie ogień i gniew Lecz modlitwy szept i rzewny śpiew samotnych zwiastuje koniec. Oto już czas nienawiść pokonać Bo miłość wystarczy, by zabić dla Boga Oto już czas Nienawiść kona, bo miłość to Pan, a to Jego wola Grzechy swe ujrzymy, patrząc Jego oczami Cel wypеłniony w obliczu absolutnej ciszy Wyznaj każdy grzech Sercе ogarnie żal Wyrzeknij się snów w obliczu upadku Jak się dowiemy? Nie dowiemy się wcale Nie za milion lat Niegodni łask Nie ujrzymy nic Niegodni istnienia Jak się dowiemy? Nie dowiemy się wcale Nie za milion lat Nie w obliczu końca Nie ujrzymy nic Niegodni stworzenia
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 30, 2026
Ironia losu Widok tych rąk Wzniesionych ku światłu Tych samych, co kopią własny grób Wspólny grób Usychamy jak kwiaty Odarci z łask Wpełzamy do nor Co noc Żebrak, mąż i król - na dno, na dno, na dno! W jeden wspólny grób - na dno, na dno, na dno! Na trupa trup! W imię równości! Na trupa trup! Razem na dno! Nie Feniks z popiołów, a głuchy dźwiek Którego nie usłyszy nikt, to obraz naszej buty Czy widzisz jak Pan odwraca wzrok? Czy słyszysz choć wiatru szept? Bez odwrotu Bez przebaczenia Bez rozgrzeszenia Miłości już nie ma Niegodni życia Odrzuceni przez śmierć Z głowami ku górze, a oto nasz śpiew Wiedzy, nie wiary! On milczy jak grób Wołamy do Niego On milczy jak grób Dzień za dniem On milczy jak grób Uderzymy w dno Na trupa trup
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 30, 2026