Piach
Bądź mi grobem ziemio nie będę tobie ciężarem Niech w ciemnościach skona mój zmęczony świt Bądź mi piachem ziemio bo tyle mnie zostanie Gdy wepchną triumfalnie w twój żałosny mit I słyszę już głodnych ludzi I trupim wzrokiem patrzę Zamaskowany nędzarz pogardzanych prawd A w stosie ciał splątanych jak w podziemnym teatrze Między zapomnianymi odnajdę martwy kształt O śmiertelne pokolenia życie wasze to cień cienia Aby potem z biegiem zdarzeń po snu chwili runąć z marzeń Wielki jest teatr konania nędza jak mgła kryje lud upiorny Stamtąd dociera tylko ujadanie W tym nieludzkim zgiełku Łatwo pomylić boga ze zgryzotą
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 30, 2026
Toczy się twarz po zgliszczach miast W popiół I w gruzy się toczy I patrzy martwym okiem na świat Rozdarty kawałkiem boga na zgniłe pół Człowiekiem co się zowiesz Toczysz czarną ciecz z plugawych ust Wieki wołają zgroza zgroza Nikt nie wymówi już słowa w twoim kalekim języku W żywe ciało wrosłeś jak chwast w mokry piach Niespokojne są mroki miejsc ciemnych A na dnie widzenia zawsze ginie czas I kalectwo Przywalone piachem I kamieniem
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 30, 2026
Długo tak stali klękali śpiewali A bóg pies wściekły ogryzał ludzkie kości I pluł przez prawicę pokładaną w nim nadzieją Pęcznieje suche brzemię nicości Z przebitych kończyn leje się pokarm w martwe koryto Tłoczy się ciżba głodna I wyje I dławi zapach ludzi kłamstwo A palce węże skrobią białą kość Gdy słowa jak pióra zapadną w próżnię Nie stanie już ciemności by wyżywić ogień Niech nadejdzie człowiek który drogi nie znalazł W nim będzie świt Niech nadejdzie człowiek który śni śmierć o brzasku W niej odnajdzie swój tron I królowanie
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 30, 2026
Żryj mój ból patrz jak łżę Patrz jak śnię ssij mój lament Żryj mój strach patrz jak lśnię Patrz jak śnię spij mój koniec Żyję w strachu przed nazwaniem cię drogą Z twojej twarzy łzy toczą kamienie Piekło boli Tylko płoń Prawdo Żryj mój ból patrz jak łżę Patrz jak lśnię Lament Żryj mój strach patrz jak lśnię Patrz jak śnię Koniec
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 30, 2026
Głuche są wnętrza echo zdobi próżnię Toczą jeszcze żyły rdzawą krew toczą ale Woła już z dna ziemi gorzki wyrok piach Przytulę z rozkoszą jego nagą grozę Dokąd pójdę wszak hańba zna mój krok Pójdzie za mną twardo stąpać będzie Mistrz ma twarz z papieru w niej nie dojrzę głębi Gałąź mi odnajdzie słowa mi wypowie Wlokę swego boga po bezdrożach Za mną wstyd ma twarz z papieru W niej nie dojrzę prawdy Nie dojdzie jej matka A syn strach na ludzi Rozpina nad światem Wątłe ręce z drewna Nędzo ziemi na potem zostaw smak Gdy po śmierci dojrzę poziom gnoju
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 30, 2026
Nic co ludzkie już ludzi nie różni od prochu Ani gniew ani krew ani płacz To Gorycz idzie Cierpi sztuka na śmierć Po wnętrzach pustych jak groby Czerw rozkłada młode mięso Rozkosz jest czarna jak bezpłodna przyszłość Oto człowiek leje spermę w szklaną gwiazdę Samotnie wertuje płonące karty tragedii A popiół słów wypełnia martwe usta aż po brzegi warg Zstępuje gorycz ofiarna modlitw królowa I ziemi tej oblicze zszarga od nowa Zawsze cierpienie bliźniego cieszy czymś ludzkie oczy Ktokolwiek patrzy I gdzie
Submitted by VladTheImpaler666 — Jun 30, 2026