Furia
EP • 2010
Śnieżysta równina, biały krąg księżyca, Całunem przykryta nasza okolica, I zawodzą w lasach brzozy w bieli całe. Kto zginął tu? Umarł? Nie ja sam skonałem?
Submitted by Grave666 — Apr 26, 2025
Ziemia — to statek! Lecz ktoś raptem po nowe życie, nową chwałę odważnie posterował statkiem wprost w oko burzy rozszalałej. Któż z nas na deskach roztańczonych nie padał, nie miał mdłości, nie złorzeczył? Rzadko się trafiał doświadczony, który zawrotu głowy nie czuł. Wtedy, wśród wrzawy i zamętu, od miotającej się hołoty uciekłem na sam dół okrętu, żeby nie patrzeć na wymioty. A był ten dół śląską knajpą, gdzie jam, nad szklanką nachylony, chciał na dno iść nie z całą łajbą, lecz sam, pijany, wyzwolony.
Submitted by Pestilence — Apr 26, 2025
Klonie mój bezlistny, klonie lodem skuty, Czemu stoisz, zgięty, wśród zamieci lutej? Czyś tam co wypatrzył? Usłyszał co w głuszy? Jakbyś na przechadzkę za wioskę wyruszył. I, jak stróż pijany, wyszedłszy na drogę, Ugrzązłeś w sumiocie, odmroziłeś nogę. Ach, sam jestem dzisiaj chwiejny i niemrawy, Nie dojdę do domu z brackiej popijawy. Tam dostrzegłem wierzbę, tam sosnę spotkałem, Pieśni im o lecie w tak wichru śpiewałem. Wydałem się sobie takim samym klonem, Tylko nie bez liści, a całym zielonym. I, wyzbyty wstydu, w sztok spity gorzałą, Niczym cudzą żonę brzózkem ściskał śmiało.
Submitted by Infernal Flame — Apr 26, 2025
← Go back to Furia