Przekrólewszczenie ZERO
Bywasz nie jesteś Wizażem osnuta ta dusza co nie jest Kusisz nas wszystkich złudzeniem Wierzysz, że jesteś wcieleniem przystani Nie będziesz mi sercem, wilgotną rzeczą się jawisz Błyszczyk, pomadka Wtem srania nadchodzi pora Tu wystrzał, maras, bomba Muszla usłana cętkami skandalu Bywa, że jesteś mi sercem Lecz obcas cię wpycha pod nieboskłon Dostaniesz raka Ropny liszaj zakwitnie na twarzy Skóra sucha, skóra skruszona Śmierdzący oddech wpychasz mi w płuca co rano Dostaniesz raka Ropny liszaj zakwitnie na twarzy Skóra sucha, skóra skruszona Zatęchłe powietrze wpychasz mi w płuca co rano {Bridge] Bo musisz Bo musisz Bo musisz być jak pies, mój ukochany Lizać moje usta bez krzty skrępowania Tracić sierć i cuchnąć wilgocią Nie patrzeć zatroskana, lecz gryźć, gryźć, gryźć Bo musisz być jak kot, mój ukochany Srać na podłogę podczas śniadania Tłuste śpiochy w oczach tak kocio okazałych Liniejesz z latami tak pięknie Bo musisz być jak pies, mój ukochany Rozlewać gęstą ślinę w całym mieszkaniu Ślinić framugi i smagać smrodem kąty Ścigasz własny zad tak pięknie Bo musisz być jak kot, mój ukochany Dumnie prężyć wąsy bez opamiętania Lizaniem tyłka zagrać nam stubarwną scenę Wciąż tak niepozorna i ciąć, ciąć, ciąć Dostaniesz raka Ropny liszaj zakwitnie na twarzy Skóra sucha, skóra skruszona Śmierdzący oddech wpychaj mi w płuca codziennie Wpychaj mi w płuca codziennie Wpychaj mi w płuca codziennie
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Gdy miasto się spodem na wierzch wywraca I nim utonie gnane w dół do piekła Snują się bajki po piecach i piwnicach O tym jak człowiek nie zechciał chcieć człowieka Tu w kości grają tam karta leci Dym świeca piwko ster w dół na burt Tam błazen zapiał tu księżyc świeci Nocna ta hostia jest zimna jak lód Więc liżą zachłannie rwą krążek z nieba Zapijać miodem bo gorycz jak chuj To pokład diabła pod wodą się skrywa Dziś triumfalnie nad taflę się wzniósł Zmory królowe Króle utopce Meluzyna huczy I tańczą I jeżdżą po ludziach W rytm rżnie tamburyn w dziób wali grzywa Świnie pod nimi gnają na oślep Iskry spod racic i ogień na wiośle Wiatr szarpie żagle i w boju o dziwy Choć legł maszt życia króluje żywy Tu w kości grają tam karta leci Dym świeca piwko ster w dół na burt Tam błazen zapiał tu księżyc świeci Nocna ta hostia jest zimna jak lód Więc liżą zachłanniе rwą krążek z nieba Zapijać miodem bo gorycz jak chuj To pokład diabła pod wodą się skrywa Dziś triumfalniе nad taflę się wzniósł Na chwilę przed wschodem Ster w dół na burt Na skały i w dół na burt
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Chwieją się mury twierdzy Wodzisław Kruszą się kopie zanim wzeszły Nikt nie zrozumie magii szarych ścian Gór wielkiej płyty i bezmyśli Der kanonen zero Der kanonen zero Wystrzał z pustki w pustki To nie konflikt mych intencji Nie bezpłodność, lecz bezradność To nie kategoria zbawcza, kochanie To nie instancja z nieba To nie jest moja wola Lecz Zera Klęczę nad Tobą, w dłoni zwiędły skrzat Dyszę i stękam w rytm korzyści Nie stanie dumnie choćby płonął świat Niech noc spokojna nam się przyśni Der kanonen zero Der kanonen zero Wystrzał z pustki w pustki I mamo patrz, I tato patrz – gdzie jestеm I mamo patrz, I tatku patrz – gdzie zaszedłem Ja król osiеdla bez stolca i berła Z brzuchem dorodnym, ze smalcem we włosach Ja król osiedla bez stolca i berła Z gwardią kurew na smyczy ekranu Ja król osiedla bez stolca i berła Z żoną w dłoni - z tubekitty na oku Ja król osiedla bez stolca i berła Na szańcu Z działem pełnym Zera
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026