Dragon
Album • 1999
Wabiony jak pies zapachem twym Wlokę się za tobą nieustannie Wiem, że dziś możesz moją być Wiem bo czuję twą potrzebę Zapach twój, coraz silniejszy w nozdrzach mych Ciepło twych ud na mej twarzy jest Spowici ogniem nocy tej Lecz sok już trysnął i nadchodzi kres Więc: Hasta la vista baby! Dziewczyna jednej nocy, znów w ramionach jest Mówiłem, że coś więcej znaczy - kłamałem Prosiłem by ołtarzem była mi - była Namiętnym, wrażliwym, pełnym żądzy Ona prosiła bym kapłanem był jej - byłem Lecz świt nadszedł, a ja już skończyłem Hasta la vista baby! Czuję cię Zawsze pozostaje woń Na dłoniach mych, wspomnienie nocy Czuję cię Ile jeszcze wspomnień Ile jeszcze razy powiem: Hasta la vista baby!
Submitted by Iron_Wraith — Apr 26, 2025
Ile ścierwa chodzi wśród nas Jaki kolor ścierwo to ma Czarne, czy białe? Żółte, czy czerwone? Pierwsze, czy czwarte do zbrodni jest stworzone Jedno drugiemu w plecy wbija nóż Co za debilizm, no ale cóż Biblia, czy Koran Pisma święte są Jedno i drugie natchnieniem są dla wojen W imię Chrystusa - Alleluja W imię Chrystusa ktoś zabija W imię wiary ktoś zabija
Submitted by Cyberwaste — Apr 26, 2025
Czuję pustkę przeraźliwą w sobie Usta mówią - szyderstwa Fałszywy bełkot - bluźnierstwa Puste miejsce na wiarę Puste miejsce na grzech Wiara drży jak liść na wietrze Tracę ją Pieniądze - brzydzę się Przepych - brzydzę się Puste miejsce na wiarę Puste miejsce na grzech Grzech - brzydzę się Puste miejsce na wiarę Puste miejsce na ścianie Puste miejsce na wiarę Puste miejsce na grzech Jestem, który jestem - tak siebie zwał Lecz kim są służebnicy - jadem plują w nas
Mija życie każdego dnia Okryte nędzą - nędzą rozpaczy Zepchnięte do slamsów Slamsów połączonych dusznymi kanałami Dzień po dniu Dzień po dniu Kanały coraz ciemniejsze są Spajają nadzieję ze zwątpieniem Pogardę, pogardę z miłością Kanały wypełnione nędzą Dzień po dniu Napotykam je Dzień po dniu Eksplodują śmiechem Każdy skowyt tego śmiechu Staje się coraz głośniejszy śmiech nędzarzy, którzy udają żywych Jest potworny Ten śmiech przeradza się w nienawiść Nienawiść płynącą z cierpienia Dzień po dniu
Submitted by The Void — Apr 26, 2025
Nasze ciała są blisko Jest ciemna noc Coraz bardziej spoceni Drażnimy się wciąż Twe wargi wilgotne, nabrzmiałe są Rozkosz z nich bije - czuję ją Twe usta spragnione dostają co chcą Gotowy jestem - weź go Tak młoda jesteś Tak bardzo lubieżna Perwersja z ciebie tryska I to nie już ta młodzieńcza W twe oczy spojrzałem Byłaś rozpalona Drżącym głosem Zaprosiłaś mnie do środka Wyuzdane były twe dzikie zachcianki Prosiłaś bym ranił twe piersi zębami Prosiłaś bym rani twą godność słowami - suko Prosiłaś by miłość płynęła łzami - płynęła Nasze ciała tworzyły jedno ciało Nic nas nie rozdzielało Myśl w mej głowie jakaś przenikła Czy jesteś zdrowa, a może masz HIV'a W żyłach płynie W żyłach płynie gnój
Submitted by Warbringer — Apr 26, 2025
Nie pytaj mnie o życie Życie - gównem jest Nie pytaj mnie o życie Nie pytaj mnie - praca Nie pytaj mnie - wóda Nie pytaj mnie - sex W kraju tym - nie ma raju Na pewno nie tu Zapytaj swego ojca - zapytaj go Zapytaj swego ojca - pewnie w partii był Fałsz Zapytaj mnie o życie Powiem zobacz sam Za każdym rogiem żebrak Bez pracy i bez szans Sex i fałsz Brud i gwałt
Submitted by Morgoth — Apr 26, 2025
Uczyniłeś mnie człowiekiem Bym mógł krzyczeć twoje imię Uczyń mnie kimś lepszym Bym do końca je zrozumiał
Submitted by Corpse Defiler — Apr 26, 2025
Patrzę na ludzi W oczach zmęczeni i ból Ból, ból zmęczenie i ból Może by tak ulży im Śmierć, śmierć podaruję im Może wtedy zaczną żyć Śmierdzące żarcie Kloszarda smród Godność człowieka Zepchnięta na bruk Słucham co mówią Patrzę im w oczy Ich ciała martwe Litością przepełnione Ich ciała martwe są Choć w żyłach życie się tli Żyć, bez nadziei żyć Bez jakichkolwiek złudzeń Śmierć jest tylko litością Którą mogą sobie obdarzyć Nie, nie robią tego Są na to zbyt słabi Widzę twoją twarz - umiera Podarunek mój Bóg, gdzie jest Bóg Czy nie widzi tego ubóstwa Cud, niech uczyni cud Przecież kiedyś czynił cuda Gdzieś w sercu mym Niewidzialna rana tkwi Patrząc na ten świat Wiele zmieniłbym Więc śmierć, śmierć podaruję im Może wtedy zaczną żyć śmierć dajmy im Wtedy będą chcieli żyć śmierć podaruję im Moja litość - wybór ich
Submitted by Warbringer — Apr 26, 2025
Dziś do twoich drzwi zapukała znów Brudne ścierwo było i poczułeś wstręt Zapytałeś ją czego chce Szeptem poprosiła o chleb Wypędziłeś ścierwo bo smród wokół siała Jeszcze syfa przyniesie, a kto by go chciał Świnie powinny stać się godne szacunku Choćby tylko dla tego, że nie śmierdzą jak ona Szedłeś dziś ulicą w sobie gryzłeś wstręt Patrzeć na to wszystko - rzygać ci się chce Staruszka w bramie stała z wyciągniętą ręką Gdy w oczy jej spojrzałeś okazała się Rumunką Młode ścierwo było i głodu nie znało Plunąłeś kurwie w twarz, mordę swą rozdarła I plunąłeś jeszcze raz, by mordę swą zamknęła Pomyślałeś sobie: obyś ścierwo zdechła Nienawiść dotarła na szczyt Czym jest litość, czym jest wstręt Czym nienawiść, czym współczucie jest Te uczucia z osobna nie znaczą nic Jedno z drugim się wiąże, w tym potęga tkwi Skrępujcie mu ręce odbierzcie ofiarę Nie stanę się tym wszystkim, czym stać się chciałeś Będę katem i ofiarą, będę kurwą i alfonsem Lecz nie będę ścierwem i to jest istotne Z poważaniem Adrian Frelich
Submitted by MetalElf — Apr 26, 2025
Lustra wokół mnie By oglądać swój ostatni taniec Lustra wokół mnie By poznać twórczą moc obłędu Lustra wokół mnie By nie czuć się samotnym Kiedy zaczął się obłęd?! Kiedy zaczęła się agonia?! Lustra wokół mnie Coraz więcej twarzy wokół Lustra wokół mnie Coraz więcej twarzy do siebie podobnych Lustra wokół mnie Coraz więcej twarzy moich jest
Submitted by SerpentEve — Apr 26, 2025
← Go back to Dragon