Golem
czy uda się złożyć nie w siebie zło włożyć oko za okiem ku górze świętej od szybu na dole udaje zło rzeczy źle się sprawy mają widać błąd nam z oczu patrzy można się przyzwyczaić trzeba się przyzwyczaić do głuchoty mówić rękami pytania kreślić w powietrzu zastygać wzrokiem na plamach czarnych od pozdrowień by każdemu nie chleb a śmierć była pisana co zmieli to zmieni dam mu niech je niech je elohim
Submitted by SerpentEve — Jun 17, 2026
kara słowem wy razem gonię już zapomnialem gdzie jest kat brata jak mnie nazwałeś rozkaz idzie procesją ty razem ze mną nie masz wyjścia trwaj wybieraj rośnij dług niczego nie wybiela przygotuj srebrne gwoździe schowane między palcami gdzie jestem kroplą kamień grozi rzutem lawiną kropek
Submitted by SerpentEve — Jun 17, 2026
od głowy zaczęło się od głowy całe życzenie z kurzu i cienia pełznie i gada dużo dużo postaci ważne jest ważne jest ważne jest ważne jest ważne są oczy ważne twarze nosy ważne nogi mnogie nagie odmierzymy szklanki głosy zajrzymy do twojej matki jest o tam zamknij po zębach poznałem ich po zębach słyszę co szykują widzę jak gęstnieje zamach stanu cieni i kurzu chcą mnie obalić i przenieść na równinę z czarnego bazaltu wszyscy już są z rozmachem zdarza ci się wymazać kogoś czasem zostawić po nim but do gabloty na szczyt resztę zostaw mięso zjedz podobno ludzie tak robią a tobie ojcze nie pokój niosę a miecz i wiadomość nie masz już syna ja nie mam mamy pośrodku niеba wisi sznur czekam z czasem zostanie dziura zalana dеszczem but który mnie wkłada i idzie z jego wysokości dzieją się rzeczy ciekawe larwalne życia muły braki kamyki czaszki obcas wesoły stuka rytm zdeptanych radości
Submitted by SerpentEve — Jun 17, 2026
No lyrics have been submitted for this track yet.
ride or die choose a side you can’t make me bastards nope you can’t make me pick you can’t make me choose bitch you can’t fucking make me try motherfucker try motherfucking I dare you yeah I try you yeah I dare you (forever curse) shit bastards you have no idea what’s like I spit on your grave you don’t understand a bit they have cut my legs but I have stood up like I always do they have poisoned my mind like I have no friend but I always do they have cut my arms like I can’t move on but I always will
Submitted by SerpentEve — Jun 17, 2026
większe litery zjadają mniejsze ogony się gubią a zdania sypią znaków jest wiele znaczą to samo w zeszycie bez linii stanowię prawo święty święty święty wołam kursywo stworzenia
Submitted by SerpentEve — Jun 17, 2026
syreny bok kołysze barki tańczę nie rozumiem myślę nie rozumem dla adoracji chłopca bez matki pstryknięciem otwieram zamki bo taki mam kaprys w listach masz rozkazy nie śnić o niczym marzyć dźwigać do światła ojca i syna gówno i ducha nie warto gryźć języka do modlitwy słyszałem że trzymasz chmury zamknięte w pudełku pod kluczem czemu zwierzęciem przestałam być tymi rękami dzikuski chcę rozerwać ludzkość na dwie części mieszkać tu w środku nie kobieta nie mężczyzna kim jesteście kto was poprzebierał w ciała moich dzieci w waszych oczach jakieś zwierzę się ukrywa w nocy krzyżują się głosy gardeł suchych jak wióry światło wiruje w snopy układa te promienie to proteza nogi przerywa i rytm grzęźnie pada rozkaz zapisuj piеśni rymy wodę mając za atrament aby dzieci cieszyć nimi słyszysz radosny śpiеw świata wołający do wspólnej zabawy? co wam śpiewano nad kołyską że jesteście tak dobrymi ludźmi
Submitted by SerpentEve — Jun 17, 2026
świat się nie kończy idzie dalej wygląda jakby nie był dla mnie przelotem chucham i dmucham balony buty nosy jakiś cyrk tak naprawdę o to nie dbam puchnie ci twarz mięsem świnio jesteś jedną z trzech czuję ogień to twój brzuch raz za razem kęs za kęsem chcę być dobry wstaję zły jebać te sny bywam w nich każdym byle nie tobą tak naprawdę macham ręką skórą z boga ściągniętą popycham nią ludzi do rzeczy popędzam skracam aż znikną z widoku kiedyś mi się znudzi i odpowiem za to że się ze śmiechu skręcam ale przychodzę jeszcze czekam na zakrzywienie nieba kolej rzeczy bez końca skrapla promienieje w dłoniach formuje słowo na kształt oglądanego
Submitted by SerpentEve — Jun 17, 2026
biegnie baśń słyszę szepty depczą ucho usypiają mnie ze sobą budzą w brudzie wielogłosy w tej krainie głaz ma duszę i człowiekiem zostać musi liść i kora kopiec mrówek wąż się wspina po drabinie działanie słyszę baśń pełznie przez ucho zszywają mnie ze sobą budzą w splocie wielogłosy strach na wróble na owoce pusty kosz zmieszany syczy nocą obetnie wam łapy i przemieni w małpy i świnie
Submitted by SerpentEve — Jun 17, 2026
zbierać odpryski światła podnosić skorupy wypalać rzeczy znaczyć pieczęciami wiązać języki nazwami zbijać bańki ciężkie jak meble przenoszone żale ogrodowe na życie i baczność dzień dobry i śmierć ten spóźniony cud marchewkę na kiju deptać milionami nóg mówią podmioty i na przedmioty patrząc mrużą oczy
Submitted by SerpentEve — Jun 17, 2026